Dr Jan Pajak: notka autobiograficzna - wersja skrócona
(2-jezycznie po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Wersja strony opracowana
14 sierpnia 2005

Kliknij "X" lub "No" jesli np. plansza rzekomych bledów, lub reklama, usiluje przeszkodzic w ogladnieciu tej strony.


Menu 1:

(Wybor jezyka:)


(Organizujace:)

Strona glówna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

Tekst [11] w PDF


(Tez tutaj po polsku:)

Wszystko-w-jednym

Ten o mnie (dr Jan Pajak)

Ten o mnie w PDF

Nowsze "o mnie"


(Also here in English:)

All-in-one

About myself (Dr Jan Pajak)

This "about me" in PDF

Newer "about myself"



(Wyklady 2007:)

Glówna wykladów



(Lustrzane odbicia tej skróconej wersji:)

artefact.uhostall.com

bobola.net78.net

cielcza.iwebs.ws

energia.sl.pl

proof.t15.org

rex.dasfree.com

soul.frihost.org

tornado.fav.cc

totalizm.com.pl



(Starsze wydanie tej skróconej wersji:)

cielcza.5GBFree.com

quake.hostami.me

petone.loomhost.com

tornado.zxq.net

totalizm.pl

alert.1hwy.com

chi.maroc.to

malbork.20fr.com

malbork.20m.com

pajak.20fr.com

pajak.20m.com

pajak.fateback.com

geocities.ws/immortality

morals.mypressonline.com



(Pelna wersja tej autobiografii:)

artefact.uhostall.com

bobola.net78.net

cielcza.iwebs.ws

energia.sl.pl

proof.t15.org

rex.dasfree.com

soul.frihost.org

tornado.fav.cc

totalizm.com.pl



(Starsze wydanie pelnej wersji:)

cielcza.5GBFree.com

quake.hostami.me

petone.loomhost.com

tornado.zxq.net

totalizm.pl

angelfire.com/psy/antichrist

alert.1hwy.com

malbork.20m.com

malbork.20fr.com

pajak.20fr.com

prawda.20fr.com

telekinesis.50megs.com

totalizm.20fr.com

truenirvana.20m.com

#1. Przebieg mojego zycia:

       Urodzilem sie w 1946 roku w malenkiej wioseczce jaka przez najdluzszy okres czasu nazywala sie Wszewilki (wioska ta czesto zmieniala nazwe). Jest ona zlokalizowana w poludniowo-zachodnim obszarze Polski (tj. niedaleko do Niemiec i Czech). Mój ojciec byl mechanikiem o tzw. "zlotych rekach" - znaczy naprawial wszystko co sie popsulo w promieniu dziesiatków kilometrów od naszego domu, zaczynajac od zegarków i zegarów, poprzez rowery i rózne maszyny, a skonczywszy na ogromnych silnikach gazowych jakie napedzaly pompy w miejscowych wodociagach. (Faktycznie to byl on nawet zatrudniony przez gazownie w Miliczu aby utrzymywal owe wodociagi miejskie w stanie dzialajacym). Obecnie sie zastanawiam, jak on wlasciwie mógl mnie tolerowac, jako ze cokolwiek zreperowal jednego wieczora, natychmiast ja rozmontowywalem to nastepnego dnia kiedy on byl w pracy, aby zobaczyc jak to dziala. Oczywiscie, nie zawsze tez zdolalem potem to poskladac z powrotem tak aby dzialalo jak powinno. (Szczególnie trudnymi do poskladania tak aby potem dzialaly okazywaly sie male zegarki. Po tym wiec jak doswiadczylem kilkakrotnie jak mój ojciec reaguje na widok rozmontowanych zegarków które on naprawil jedynie noc wczesniej, zwolna nauczylem sie powstrzymywac swoja ciekawosc dowiedzenia sie co wlasciwie powoduje ze owe zegarki tykaja.) Moja matka byla gospodynia domowa - skromny geniusz matematyczny. Byla ona w stanie liczyc w pamieci niemal tak samo szybko jak to czynia dzisiejsze komputery. Jej zdolnosci obliczeniowe zawsze szokowaly sprzedawców w sklepach, dostarczajac wiele uciechy mi i mojej siostrze z która czesto towarzyszylismy mamie w wyprawach na zakupy. Moja edukacja podazala typowym kursem komunistycznej Polski. Najpierw (w 1953 roku) zaczalem uczeszczac do szkoly podstawowej w pobliskim Miliczu (w owym czasie majacym okolo 6000 mieszkanców). Ukonczylem owa podstawówke w 1960 roku. Potem zaczalem uczeszczac do szkoly sredniej (od 1960 do 1964), która bylo Liceum Ogólnoksztalcace w Miliczu. Mature zdalem w 1964 roku. swiadectwo maturalne upowaznialo mnie do wstepu na wyzsze uczelnie. Wybralem studia na Politechnice Wroclawskiej, która w owym czasie byla jedna z najbardziej renomowanych uczelni w Polsce. (Na bazie swojej obecnej znajmosci poziomu nauczania w innych uniwersytetach swiata, ja osobiscie wierze, ze w owym czasie byla ona najlepsza uczelnia w Polsce, a jednoczesnie jedna z najlepszych uczelni na swiecie.) Przypadalo wówczas okolo 12 kandydatów na kazde wolne miejsce z owej Politechniki, stad jedynie zdanie egzaminów wstepnych okazalo sie ogromnym sukcesem. Studiowalem tam od 1964 roku do 1970 roku. Po otrzymaniu dyplomu owej politechniki, w 1970 roku zostalem przez nia zatrudniony najpierw jako assystent stazysta, potem jako asystent, dalej jako starszy asystent, zas po obronie pracy doktorskiej w 1974 roku - jako adiunkt ("adiunkt" w Polsce jest odpowiednikiem dla tzw. "Reader" z angielskich uniwersytetów). Potem tornado zmian politycznych zmiotlo Polske. Zostalem czlonkiem Solidarnosci, zas kiedy Solidarnosc zostala utopiona, ja utonalem wraz z nia. "Polowanie na czarownice" zostalo rozpoczete. Jak to bylo z kazdym bylym dzialaczem Solidarnosci, moje zycie znalazlo sie wówczas w niebezpieczenstwie. Któregos dnia bylem nawet scigany i niemal postrzelony przez policje. Z pomoca dobrych przyjaciól zdolalem opuscic Polske i wyemigrowac do Nowej Zelandii - zanim rezymowi udalo sie mnie zlapac i wyslac na Syberie. Wyladowalem w Nowej Zelandii w 1982 roku. Moja pierwsza praca byla tam na Canterbury University w Christchurch. Potem pracowalem w Southland Polytechnic z Invercargill. Nastepnie na Otago University w Dunedin. Tuz przed tym kiedy pierwsze oznaki depresji ekonomicznej uderzyly Nowa Zelandie, w 1990 roku stracilem prace na Otago University. Przez nastepne 2 lata bylem bezrobotnym. W koncu, w 1992 roku zdecydowalem sie opuscic Nowa Zelandie oraz szukac chleba poza jej granicami. Podpisalem kontrakty na profesury uniwersyteckie najpierw na Eastern Mediterranean University z miasta Famagusta na Pólnocnym Cyprze, potem na University Malaya w Kuala Lumpur, Malezja, w koncu zas na University of Malaysia Sarawak z miasta Kuching na tropikalnej Wyspie Borneo. Po tym jednak jak "Kryzys Azjatycki" obezwladnil takze i Malezje, poczynajac od 1999 roku udalo mi sie zabezpieczyc dla siebie prace w Nowej Zelandii. Niestety nastapilo to za slona cene. Wszakze rolniczo nastawiona Nowa Zelandia nie potrzebuje ludzi z moja ekspertyza techniczna. Stad oddawala mi wielka przysluge ze wogóle miala jakies zatrudnienie dla mnie. Wyladowalem wiec na najnizszej pozycji akademickiej jaka byla dostepna na malenkiej Aoraki Politechnice z miasteczka Timaru. Niestety, pod koniec 2000 roku zostalem zwolniony z nawet owej najnizszej pozycji. Powodem zwolnienia jaki wówczas mi zakomunikowano, byl raptowny i niespodziewany spadek liczby studentów na owej politechnice. Od dnia 12 lutego 2001 roku zaczalem pracowac jako akademik (po angielsku: "academic staff member") w Wellington Institute of Technology zlokalizowanym na przedmiesciu stolicy Nowej Zelandii, czyli w Petone pod Wellington - takze bedac zatrudniony na najnizszej pozycji akademickiej jaka byla tam dostepna. W Wellington pracowalem az do 22 lipca 2005 roku, kiedy to zwolniono mnie z pracy z wyjasnieniem ze liczba studentów tej uczelni raptownie spadla. Faktycznie tez ów spadek byl tak znaczny, ze stal sie latwym do odnotowania nawet golym okiem - od poczatka 2005 roku uczelnia ta stala sie niemal zupelnie pusta. Po owej utracie, nigdy NIE zdolalem znalezc juz w Nowej Zelandii jakiejkolwiek nastepnej pracy. Okazalo sie równiez, ze prawa Nowej Zelandii sa celowo tak zaprojektowane, aby osobom w mojej sytuacji NIE przyslugiwalo tam prawo do otrzymania zasilku dla bezrobotnych.

#2. Wykladanie w wielu zakatkach swiata:

       W Polsce lat 1970-tych uzywane bylo powiedzenie "zycze ci abys zyl w interesujacych czasach". (Mialo ono jakoby pochodzic z Chin, jednak ja spedzilem wiele czasu wsród Chinczykow i zaden z nich nigdy o nim nie slyszal.) Bylo ono grzeczna forma naublizania komus. Zamiast bowiem kogos przeklinac, czy wysylac go do piekla, Polacy w owych czasach zwykli grzecznie mu zyczyc aby "zyl w interesujacych czasach". Otóz moje zycie okazuje sie byc wlasnie takim. Ja "zyje w interesujacych czasach", a takze mam "interesujace zycie". Chociaz nigdy o nie sie nie prosilem, los dal mi okazje zycia, zarabiania na siebie, oraz dokonywania badan naukowych posród wielu interesujacych ludzi i w wielu interesujacych krajach swiata, jakie sa zlokalizowane w odleglych obszarach naszej planety. Takze moje zycie okazalo sie pelne przygód, ciaglych zmian, wydarzen, itp. I tak, przez okres nie krótszy od jednego roku zylem, prowadzilem badania, oraz wykladalem w Polsce, Nowej Zelandii, Pólnocnym Cyprze, ladowej Malezji, na malezyjskim Borneo, oraz ponownie w Nowej Zelandii (po powrocie do Nowej Zelandii w 1999 roku, filozoficznie i ekonomicznie okazala sie ona byc juz zupelnie innym krajem, niz ten jaki opuscilem w 1992 roku w poszukiwaniu chleba). Ponadto wizytowalem naukowo Niemcy Wschodnie (przez 2 miesiace), Bulgarie (przez 1 miesiac), oraz Czechoslowacje (przez 2 tygodnie). Oczywiscie, musimy tutaj pamietac, ze zarabianie na zycie w jakimkolwiek kraju dostarcza calkowicie odmiennych doswiadczen niz zwykle odwiedzenie tego kraju jako turysta.
* * *
       Powyzsze interesujace zycie wedrownego wykladowcy jest uzupelniane równie interesujaca praca w przemysle. Przez wiele lat bylem doradca naukowym w najwiekszym polskim zakladzie produkujacym komputery, mianowicie w MERA-ELWRO (to wlasnie stamtad wywodzi sie moja ekspertyza komputerowa). Faktycznie, kiedy zaczynalem tam pracowac, MERA-ELWRO byla tez najwieksza fabryka komputerów we Wschodniej Europie. Niestety, potem zaklad ten zostal zlikwidowany - nie moge wiec obecnie podac tutaj linku do jego strony internetowej. Jedyne co po nim przetrwalo to miniaturowy zaklad uslugowy który nosi nieco podobna nazwe Elwro-System, jednak który wcale nie reprezentuje tradycji oryginalnego Mera-Elwro. Potem bylem konsultantem naukowym w ogromnej fabryce produkujacej autobusy i ciezarówki, równiez zlokalizowanej w Polsce a nazywajacej sie wówczas POLMO-JELCZ. Zatrudniala ona wtedy okolo 12 000 pracowników. Faktycznie tez, kiedy ogladam sie teraz do tylu, wówczas widze ze wiekszosc mojego zycia spedzilem na przenoszeniu sie z miejsca na miejsce i na zmienianiu pracy (ale nie z wlasnej woli). Istnieje powiedzenie "zmiana jest przyprawa zycia" (po angielsku: "variety is a spice of life"). Jednak jak wiele przypraw czlowiek jest w stanie przelknac.
Zauwaz ze mozna zobaczyc powiekszenie kazdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykle klikniecie na ta fotografie. Ponadto wiekszosc browserów jakie obecnie sa w uzyciu, wlaczajac w to takze popularny "Internet Explorer", pozwala takze na zaladowanie kazdej ilustracji do swojego wlasnego komputera, gdzie mozna jej sie do woli przygladac, gdzie daje sie ja redukowac lub powiekszac, a takze drukowac, za pomoca posiadanego przez siebie software graficznego.

Dr Jan Pajak - zdjecie dla dowodu osobistego wykonane 19 lipca 2004 roku
Fot. #2a (Z1 z [1/5]): Oto moje zdjecie (tj. zdjecie dra J. Pajak). Wykonalem je w dniu 19 lipca 2004 roku dla dowodu osobistego. Odzwierciedla ono dosyc dobrze jak obecnie wygladam.

Dr Jan Pajak w mostku po niebie z KLCC w Kuala Lumpur (grudzien 2002 roku)
Fot. #2b (J2 z [10]): Oto ja (Dr Jan Pajak) w tzw. "moscie po niebie" (tj. "sky bridge") z 42 pietra KLCC. Sfotografowany 30 grudnia 2002 roku. Nazwa KLCC uzywana jest dla dwóch drapaczy chmur skonstruowanych jako "blizniaki" (tj. "twin towers") w centrum Kuala Lumpur, Malezja. Sa one jedynymi "blizniakami" na swiecie które ciagle stoja, a które naleza do ekskluzywnego klubu najwyzszych budynków swiata. Ów "most po niebie" laczy ze soba te dwa drapacze chmur na nieco mniej niz polowa ich wysokosci. Pozycja owego "mostu po niebie" jaki laczy obie wieze jest lepiej widoczna na nastepujacym zdjeciu pokazujacym cale KLCC.
KLCC czyli Twin Towers z Kuala Lumpur: jeden z najwyzszych drapaczy chmur na swiecie
Fot. #2c (C3 z [10]): Oto jak wygladaja owe slynne wieze KLCC. Tak na marginesie, to KLCC jest jednym z cudów technicznych dzisiejszego swiata. Dlatego jesli ktos jest juz w Kuala Lumpur, lub gdzies blisko tej metroplii, wówczas goraco bym zachecal aby odwiedzic te drapacze chmur i zobaczyc je na wlasne oczy.

#3. Powtarzalne wzloty i upadki:

       Jesli ktos móglby kiedykolwiek zostac rozgrzeszony za posiadanie fatalistycznego spojrzenia na zycie, prawdopodobnie bylbym to ja. Wszakze cale moje zycie sklada sie z niekonczacych sie cykli wzlotów i upadków. Jakikolwiek obszar mojego zycia nie bylby rozpatrywany, zawsze toczy sie on zgodnie z tym samym wzorcem. Mianowicie, najpierw wolno i pracowicie buduje jakies osiagniecia w owym obszarze. Potem zas przychodzi jakas dziwna katastrofa która rujnuje mi wszystko, tak ze zmuszony jestem zaczynac ponownie od samego poczatka, itd., itp. Faktycznie tez wszystkio to wyglada tak jakby niewidzialne "szatanskie istoty" zawsze podazaly moimi sladami przez cale moje zycie i upewnialy sie ze wszystko co mozolnie buduje szybko ponownie sie zawala. Rezultat jest taki, ze jak dotychczas nigdy nie posiadalem wlasnego domu, ze wiekszosc czasu caly mój dorobek zyciowy musial dawac sie zaladowac do jednej walizki, ze po wyemigrowaniu z Polski sredni okres mojego zatrudnienia w tej samej instytucji nie przekracza 3 lat, a takze ze nigdy nie wiedzialem, ani nie wiem, co przytrafi mi sie juz jutro.
       Aby dostarczyc tutaj przyklad mechanizmu owych nieustannych wzlotów i upadków, przegladnijmy wspólnie historie moich zatrudnien, które (jak wszystko inne w moim zyciu) takze im podlega. Najpierw mialem dajaca duzo osobistej satysfakcji prace naukowca przecierajacego nowe szlaki na Politechnice Wroclawskiej (Polska). Szybko awansowalem po akademickiej drabinie, zaczynajac prace jako mlodszy asystent, zas w przeciagu 4 lat osiagajac poziom adiunkta (tj. najwyzsza pozycje która bezpartyjni naukowcy mogli zajmowac w komunistycznej Polsce). Potem, kiedy czasy zaczely sie stopniowo zmieniac, zas mozliwosci dalszych promocji zwolna byly wypracowywane, zmuszony zostalem do uciekania z Polski, jako ze mojemu zyciu zagrozilo niebezpieczenstwo. W Nowej Zelandii ponownie wiec zaczalem od samego poczatka. Poczatkowo bylem tzw. "Post-Doctoral Fellow" na University of Canterbury, potem zostalem starszym wychowawca (po angielsku Senior Tutor) na politechnice w Southland, potem zostalem "Senior Lecturer" na University of Otago. Kiedy jednak zaczely sie dla mnie otwierac szanse na osiagniecie nawet wyzszej pozycji w Nowej Zelandii, nagle zostalem wyrzucony z pracy (za badania eksplozji Tapanui) i zostalem bezrobotnym. Z czasem zmuszony tez bylem uciekac z Nowej Zelandii dla znalezienia chleba. Podpisalem trzy kolejne kontrakty na pozycje profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor). Kiedy jednak w 1998 roku zlozylem podanie na pozycje profesora zwyczajnego, oraz wlasnie mialem pozycje ta otrzymac, nagle tzw. "kryzys azjatycki" (po angielsku "Asian Crisis") uderzyl, zas mozliwosci dalszego zatrudnienia w kraju jaki faktycznie potrzebowal kogos z moim rodzajem ekspertyzy akademickiej natychmiast zniknely. Wrócilem wiec do Nowej Zelandii i zaczalem wszystko od poczatku od najnizszej pozycji akademickiej jaka w owym czasie istniala w Nowej Zelandii.
       W ten sposób, w obszarze zawodowym do dzisiaj juz trzykrotnie wpinalem sie do góry po drabinie akademickiej i trzykrotnie spadalem na samo dno. Oczywiscie, nie jestem wykonany ze stali, dlatego kazdy upadek odczuwam dosyc bolesnie. W moim pierwszym wspinaniu sie po tej drabinie zdolalem dotrzec do okolo jej polowy, zanim zniszczenie oryginalnej wersji "Solidarnosci" w Polsce zrzucilo mnie ponownie do poczatkowego poziomu. W drugim wspinaniu sie osiagnalem okolo cwierc wysokosci tej drabiny, zanim zostalem bezrobotnym w Nowej Zelandii. Trzecie wspinanie sie po tej drabinie akademickiej wynioslo mnie niemal do jej szczytu, jednak trzeci upadek jaki po nim nastepowal zepchnal mnie do obecnej najnizszej pozycji calego mojego zycia (tj. na bezrobociu). Stoje wiec obecnie na poziomie zerowym owej drabiny akademickiej, patrze w góre ze zgroza, oraz filozoficznie deliberuje co powinienem uczynic dalej. Czy powinienem przewartosciowac swoje cele zyciowe i filozofie, zapomniec o zmaganiu, oraz w pokoju odczekiwac na emeryture na obecnej najnizszej pozycji mojego zycia (tj. na bezrobociu). Czy tez powinienem podleczyc rany z poprzednich upadków, odbudowac swoja energie, zas po rozpoczeciu ponownego wspinania sie zaryzykowac czwarty upadek w moim zyciu. Co ty czytelniku uczynilbys na moim miejscu?
       Na szczescie istnieje tez dobra strona w owych wszystkich moich nieustannych wzlotach i upadkach. Jest nia moja ekspertyza, jaka nieustannie sie powieksza. (Chociaz mój ojciec zwykl powiadac, ze "uczymy sie cale zycie, a i tak umieramy glupcami".) Zas owo podnoszenie sie mojej ekspertyzy wcale nie podlega okresowym upadkom, jak tamte materialne aspekty zycia to czynia. Stad, jesli kiedys mam pozostawic na Ziemi jakis slad po sobie, najprawdopodobniej sladem tym bedzie cos, co wynika z mojego niezwyklego przebiegu zycia, jakiego bez przerwy doswiadczam.

#4. Powtarzalne utraty wszystkiego co uprzednio posiadalem i osiagnalem:

       Kazdy mój kolejny upadek zyciowy mial tez to nastepstwo, ze tracilem tez wówczas praktycznie wszystko co uprzednio posiadalem i osiagnalem. Poza wiedza i doswiadczeniem, praktycznie niemal NIC innego nie wynosilem z uprzedniego zycia. Przykladowo, kiedy w 1990 roku utracilem prace w Nowej Zelandii, zas upadek gospodarczy i raptowne zmiany grupowej moralnosci tego kraju uniemozliwily mi znalezienie nowej pracy przez az dwa nastepne lata - a nawet pozbawialy mnie prawa do zasilku dla bezrobotnych, w swoja kolejna wedrówke po swiecie "za chlebem" ponownie wyjechalem z calym dorobkiem ograniczonym do jednej walizki - czyli z tak samo niemal pustymi rekami jak uprzednio wyjechalem z Polski (tj. po upadku "Solidarnosci" pod koniec 1981 roku). Z równie niemal pustymi rekami wyjechalem z Malezji w 1998 roku - zaraz po tym jak zostala ona uderzona slynnym "kryzysem azjatyckim" (notabene - jak tam twierdzono, podobno sztucznie zaindukowanym przez zachlannosc i niemoralnosc tylko jednego fanansisty zachodniego). Doskonale wiec rozumiem i podzielam ból oraz rozczarownie wszystkich tych ludzi, którzy z jakiegos powodu (np. trzesienia ziemi, kataklizmu, pozaru, rewolucji, wojny, zachlannosci i niemoralnosci innych ludzi, itp.) takze traca niemal caly swój uprzedni dorobek zyciowy. Szczerze mówiac, to cale moje zycie wyglada tak jakby Bóg celowo mnie doswiadczal wszelkimi mozliwymi nieszczesciami które dotykaja innych ludzi - tak abym dokladnie wiedzial jak inni sie czuja, potrafil z nimi sie identyfikowac, oraz mial motywacje do energicznej walki o moralnosc i o lepsza ludzkosc. Przykladowo, zaraz po wyemigrowaniu z wówczas niemal nie znajacej przestepców Polski, nie mialem jeszcze przykrych doswiadczen z kieszonkowcami, stad w poczatkowym okresie w miejscu swej pracy az dwukrotnie moje nieostrozne nawyki doprowadzily iz ukradziono mi tam caly portfel ze sporymi sumami pieniedzy i z wszystkimi dokumentami. Z kolei w 1985 roku do mojego mieszkania w Invercargill wlamalo sie dwóch mlodocianych przestepców którzy zabrali z niego wszystko co bylo tam wartosciowego, zas zwandalizowali reszte moich rzeczy. (Takie wlamania mlodocianych sa szeroko upowszechnione w Nowej Zelandii.) Wprawdzie policja potem ich zlapala, jednak w Nowej Zelandii mlodociani przestepcy to "swiete krowy" których nikt nie osmiela sie faktycznie ukarac - patrz podpunkt #J2.4 na stronie morals_pl.htm. Dlatego pomimo ich zlapania nie odzyskalem zadnego z ukradzionych mi rzeczy ani nie otrzymalem jakiegokolwiek odszkodowania. Z kolei w dniu 27 marca 2011 roku dwóch roslych zlodziei ukradlo i zdewastowalo mój (wiernie mi sluzacy przez niemal juz cwierc wieku) samochód Ford Laser - czyli jedyny relatywnie wartosciowy obiekt którego w swym zyciu sie dorobilem. Takie kradzieze samochodów sa istna plaga Nowej Zelandii - patrz artykul "Stealing our cars every day" (tj. "Kazdego dnia kradna nasze samochody") ze strony 18 darmowej gazety The Hutt News (wydanie z wtorku-Tuesday, July 5, 2011) który wyjasnia ze tylko w jednym przedmiesciu "Lower Hutt" (tj. sasiedzie "Petone" w której ja mieszkam) srednio kradziony jest jeden samochód na dzien, zas do nastepnych 51 samochodów zlodzieje sie tam wlamuja i okradaja ich zawartosc. Aby bylo bolesniej, nowozelandzka ubezpieczalnia AMI, w której od czasu zakupu coroczne ochotniczo placilem za ubezpieczenie swojego samochodu, odmówila mi wyplaty kosztów naprawy pod wymówka ze mój samochód jest zbyt stary, a stad koszta jego naprawy przekraczaja jego wartosc (ta sama ubezpieczalnia AMI stala sie potem slawna z wyszukiwania najrózniejszych wymówek aby zanizac wyplaty odszkodowan dla ofiar trzesienia ziemi w Christchurch - patrz punkt #C6 na stronie seismograph_pl.htm). Pomimo wiec posiadania ubezpieczonego samochodu, jego naprawe musialem sam oplacic. Ponownie wiec Bóg najwyrazniej pozwolil mi poznac jak typowi obywatele czuja sie w tym oblazlym przestepcami kraju. Powinienem tu tez dodac, ze w relatywnie mlodym wieku utracilem swoich rodziców. Stad równie dobrze jest mi znany ból i zaloba które sie odczuwa po utracie najblizszych. Potrafie wiec szczerze sie identyfikowac z kazdym kto utracil kogos bardzo mu bliskiego. Oba rodzaje powyzszych strat i tragedii osobistych, tj. zarówno moje powtarzalne utraty dorobku zyciowego, jak i strata bliskich mi rodziców, otwarly dla mnie filozoficzne zrozumienie wszystkiego co w zyciu mozemy utracic. Stad obecnie na straty zyciowe NIE patrze wylacznie jako na ból i tragedie osobista, a widze w nich takze owa sile motoryczna jaka uwalnia ukryte w nas potencjaly (jeden z licznych takich potencjalów uswiadamia nam angielskie powiedzenie "to co cie NIE zabije, uczyni cie silniejszym" - w oryginale angielskojezycznym "what does not kill you, will make you stronger").

#5. Doswiadczenie wielu odmiennych kultur:

       Podczas mojej interesujacej kariery zawodowej mialem okazje pracowac w wielu odmiennych krajach, jakie reprezentuja caly szereg odmiennych kultur. To z kolei pozwolilo mi zgromadzic prawdziwie wielokulturowe doswiadczenia. Znaczaca proporcja tych doswiadczen zostala osiagnieta w krajach Azjatyckich oraz w kulturach Orientu. Wszakze moje doswiadczenie zawodowe obejmuje zatrudnienie na uniwersytetach (lub na innych uczelniach wyzszych) Polski (przez 12 lat), Nowej Zelandii (przez 15 lat), Pólnocnego Cypru - tj. Tureckiego (przez 1 rok), Malezji (przez 3 lata), oraz Malezyjskiej czesci Wyspy Borneo (przez 2 lata). Podczas owego zawodowego wedrowania po swiecie zawsze staralem sie brac udzial we wszelkich wielorasowych obchodach i obrzadkach, szczególnie w egzotycznej Malezji. W rezultacie, zdolalem zgromadzic ogromna pule obserwacji na temat zwyczajów i kultur odmiennych narodów, ich postaw filozoficznych, zasad zachowania sie, obszarów czulosci, postepowania, wierzen, religii, przesadów, zwyczajów, itp. Gromadzilem takze przyslowia, mity, przesady, oraz zwyczaje ludowe najrózniejszych narodów. Faktycznie tez druga ksiazka jaka w 2003 roku razem z moim bratem zdolalismy opublikowac w Polsce w dwóch jezykach pod tytulem "Przyslowia Wschodu oraz z innych stron swiata - Proverbs of the Orient and from other corners of the world", Poznan (Adres wydawcy: "Wydawnictwo Poznanskie", Ul. Fredry 8, 61-701 Poznan), 2003 rok, ISBN 83-7177-273-4, 551 stron; zawiera kolekcje okolo 2700 przyslów zaprezentowanych w dwóch jezykach - mianowicie po angielsku i po polsku. Owe przyslowia zdolalem zakumulowac podczas ostatnich 12 lat moich prac zawodowych w najrózniejszych krajach. Znaczaca ich liczba wywodzi sie z kultur Orientu i Azji, wlaczajac w to: Japonie, Koree, Chiny, Malezje, Dayaków z Borneo, oraz caly szereg innych.

Czeslaw Pajak i Jan Pajak: Przyslowia Wschodu oraz z innych stron swiata
Fot. #5 (1 z [9]): Oto jak wyglada okladka ksiazki pióra Czeslaw Pajak i Jan Pajak: "Przyslowia Wschodu oraz z innych stron swiata". Razem z moim bratem opublikowalismy ta ksiazke w Polsce w 2003 roku. Zawiera ona okolo 2700 przyslów. Kazde przyslowie jest zaprezentowane w dwóch wersjach jezykowych, mianowicie polskojezycznej i angielskojezycznej.

#6. Profesury w dwóch odmiennych dyscyplinach:

       Prawdopodobnie nie istnieje wielu uczonych, którzy zdolali zgromadzic az tak ogromny zasób doswiadczenia zawodowego jaki ja zakumulowalem. Aby podac tutaj konkretny przyklad, to zdolalem osiagnac poziom akademicki profesora nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor) w dwóch calkowicie odmiennych dyscyplinach zawodowych, mianowicie w naukach komputerowych oraz w inzynierii mechanicznej. Takze mój doktorat (jestem przeciez doktorem nauk technicznych) zostal wypracowany w owych dwóch dyscyplinach jednoczesnie. Gdybym przygotowal wykaz wszystkich przedmiotów jakie kiedykolwiek wykladalem w swoim zyciu, niemal z cala pewnoscia wystarczyloby to na stworzenie niewielkiej politechniki. Faktycznie tez wierze, ze pracowalem na jednej takiej malenkiej politechnice (mianowicie w Timaru, Nowa Zelandia) w jakiej calkowita ilosc przedmiotów wykladanych byla mniejsza od liczby przedmiotów jakie ja wykladalem w calym swoim zyciu.

#7. Honory, stopnie, tytuly:

       Typowy przebieg studiów na Politechnice Wroclawskiej jakie ja ukonczylem zajmuje 6 lat dla mojej specjalizacji. Po tym jak ukonczylem owe studia, otrzymalem dwa stopnie, mianowicie Magistra i Inzyniera (Mgr, inz.).
* * *
       Podczas ostatniego roku studiów przyznano mi tzw. "Stypendium naukowe", jakie na Politechnice Wroclawskiej bylo zarezerwowane dla najbardziej wyrózniajacych sie studentów. Owo stypendium posiadalo wpisany w siebie warunek, ze po zakonczeniu studiów Politechnika Wroclawska rezerwuje sobie prawo do zatrudnienia mnie jako pracownika dydaktycznego. Stad natychmiast po ukonczeniu studiów zaczalem badania nad swoja praca doktorska. Prace ta ukonczylem juz po 4 latach, broniac swego doktoratu w dniu 6 czerwca 1974 roku. Doktorat dal mi tytul naukowy "Doktora Nauk Technicznych". Przez nastepne 4 miesiace po obronie swego doktoratu bylem najmlodszym doktorem na Politechnice Wroclawskiej. Oczywiscie, po obronie pracy doktorskiej ciagle kontynuowalem swoje badania i wyklady. W owym czasie moi studenci przyznali mi tytul "wykladowcy roku". Tytul ten otrzymalem od nich w dwóch kolejnych latach tuz przed wyemigrowaniem z Polski.
* * *
       Niezaleznie od doktoratu, posiadam takze caly szereg innych tytulów i stopni, jakie wygladaja dosyc ladnie opisane w zyciorysie. Jeden z nich jest wynikiem obowiazkowej w ówczesnej Polsce sluzby wojskowej. Poczatkowo zaczalem owa sluzbe jako saper. Z kolei glównym zajeciem saperów jest budowanie mostów, dróg, lotnisk, ukladanie pól minowych oraz pózniejsze rozbrajanie ich, wysadzanie w powietrze wszelkich przeszkód na drodze, niszczenie starych bomb i pocisków, oraz wiele wiecej. Kiedy dana armia atakuje, saperzy ida przed jej czolem, aby przygotowac droge dla ciezkiego sprzetu wojennego. (Stad saperom zwykle sie obrywa od obu walczacych stron - sa bici ogniem wroga jak i zasypywani "przyjacielskimi kulami" od swoich.) Saperzy sa wlasnie tymi wojskowymi o których popularne powiedzenie stwierdza, ze jakoby "popelniaja oni tylko jeden blad w calym zyciu". (Dzieje sie tak poniewaz duza czesc ich obowiazków obejmuje rozbrajanie bomb, zas niemal nikt nie przezywa popelnienia bledu z bomba.) Stad rózni sarkastyczni saperzy dodawali do owego powiedzenia, ze owym jedynym bledem jaki popelnili w zyciu bylo zostanie saperami. To wlasnie podczas sluzby w saperach poznalem prawdziwe znaczenie angielskiego przyslowia "kiedy praca jest warta wykonania, wówczas jest tez warta aby wykonac ja dobrze" (po angielsku: "when a work is worth being done, it is worth being done well"). Bylo tak poniewaz w owym czasie wsród polskich saperów panowala dluga tradycja, ze jesli dana jednostka zolnierzy zbudowala most, wówczas wszyscy zolnierze szli pod ów most kiedy pierwszy czolg po nim sie przetaczal. (Ciekawe czy owa tradycja przetrwala az do dzisiejszych czasów demokracji i wolnosci wypowiadania sie.) Osobiscie wierze, ze niezapomniane uczucia jakich sie doswiadcza kiedy czolg przetacza sie po moscie jaki wlasnie sie zbudowalo, jaki nie byl jeszcze testowany, a pod jakim wlasnie sie stoi razem w innymi zolnierzami, okazalyby sie bezcenne dla tych wszystkich mlodych ludzi którzy nie sa w stanie wykrzesac z siebie zadnych motywacji do dzialania.
       W pózniejszym stadium mojej sluzby wojskowej w Polskiej armii, moje wysokie zdolnosci techniczne zostaly docenione i zostalem przeniesiony do "inzynierii uzbrojenia", znaczy do sluzby która dziala jako wielko-skalowi zbrojmistrze, zajmujac sie naprawa i utrzymywaniem w ruchu wszelkiego sprzetu uzywanego przez innych zolnierzy (jak czolgi, dziala, bron, srodki transportowe, itp.). Podczas owej obowiazkowej sluzby wojskowej w polskiej armii zostalem promowany do stopnia oficerskiego, tak ze w czasie opuszczania Polski bylem juz podporucznikiem.
* * *
       Poza Polska takze dorobilem sie najrózniejszych zaszczytów poprzez studiowanie, badania, oraz promocje zawodowe. Dwa najbardziej istotne z nich byly kiedy podczas swojej kariery zawodowej osiagnalem poziom Profesora Nadzwyczajnego (po angielsku: Associate Professor) w dwóch odmiennych dyscyplinach. Stad moje honory obejmuja takze miedzy innymi tytuly bylego profesora nadzwyczajnego w inzynierii mechanicznej, oraz bylego profesora zwyczajnego w naukach komputerowych.

#8. Kopia tej strony jest tez upowszechniana jako broszurka z serii [11] w bezpiecznym formacie PDF:

       Niniejsza strona dostepna jest takze w formie broszurki oznaczanej symbolem [11], która przygotowalem w "PDF" (od "Portable Document Format") - obecnie uwazanym za najbezpieczniejszy z wszystkich internetowych formatów, jako ze do niego normalnie wirusy sie NIE doczepiaja. Ta klarowna broszurka jest gotowa zarówno do drukowania, jak i do wygodnego czytania z ekranu komputera. Ciagle ma ona tez aktywne wszystkie swoje zielone linki. Stad jesli jest czytana z ekranu komputera podlaczonego do internetu, wówczas po kliknieciu na owe linki otworza sie linkowane nimi strony lub ilustracje. Niestety, poniewaz jej objetosc jest okolo dwukrotnie wyzsza niz objetosc strony internetowej jakiej tresc ona publikuje, ograniczenia pamieci na sporej liczbie darmowych serwerów jakie ja uzywam, NIE pozwalaja aby ja na nich oferowac (jesli wiec NIE zaladuje sie ona z niniejszego adresu, poniewaz NIE jest ona tu dostepna, wówczas nalezy kliknac na którys odmienny adres podany w "Menu 3" ze strony tekst_11.htm, poczym sprawdzic czy stamtad juz sie zaladuje). Aby otworzyc owa broszurke (lub/i zaladowac ja do wlasnego komputera), wystarczy albo kliknac na nastepujacy zielony link albo tez z którejs totaliztycznej witryny otworzyc sobie plik nazywany tak jak w powyzszym linku.
       Jesli zas czytelnik zechce tez sprawdzic, czy jakas inna totaliztyczna strona wlasnie studiowana przez niego, tez jest juz dostepna w formie takiej PDF broszurki, wówczas powinien sprawdzic, czy wyszczególniona ona zostala w linkach z "czesci #B" strony o nazwie tekst_11.htm. Owe linki wskazuja bowiem wszystkie totaliztyczne strony, które juz zostaly opublikowane jako takie broszurki z serii [11] w formacie PDF. zycze przyjemnego czytania!
Moje adresy kontaktowe podaje koniec strony pajak_jan.htm z pelna wersja tej autobiografii.
Data zapoczatkowania budowy tej strony internetowej: 25 maja 2004 roku.
Moje sytuacja odzwierciedlana trescia tej strony pozostaje niemal bez zmiany od 2005 roku,
chociaz sformulowanie tej strony bylo kosmetycznie udoskonalane w marcu 2011 roku i sierpniu 2013 roku.
(Sprawdz pod adresami w menu nowsze wersje tej strony!)